:)
hasło wywoławcze naszej podróży.
pierwsze zdanie, jakie chwycili moi od, sztandarowo rzucających je przed kazdym jeszcze posiłkiem, Jej.
'nie chcę więcej!' nie zabrzmialo raz jedynie... pożnym popołudniem na stoku nieplanowanie podbitej skały..
kiedy to osiągnąwszy przełęcz, na podbój szczytom poczulismy siły
uratowala nas zawieruszona z zakupów prasowana szyneczka i solidarnie sprasowana czekolada z plecaka Cioci Dori..
a niewyraźne dotąd apetyty, wyraźnie już odtąd rosły..
Hehe :) Apatyty na słodkości czy na szczyty? Chyba na jedno i drugie, prawda? :) Maluchy fajowe na tych zdjęciach. Starsi oczywiście też :)
OdpowiedzUsuń:) na szczycie stanąć trzeba, żeby to poczuć, ani tuż przed ani ździebko po..na szczycie, który nie wiecej jak skałą tylko, ale na tyle twardym, by solidnym oparciem stać się już nogom i żoładkom wedrowców :)
OdpowiedzUsuń