środa, 6 października 2010

Nepal - powrót

spotkaliśmy się prawie 12 godzin później jednak..
nasz powrót zbiegł się z wybuchem wulkanu na Islandii..
loty do Polski odwoływali nam we Wiedniu jeden po drugim..
najpierw Warszawa - zgasły napisy przy ostatniej bramce na dwie minuty przed odprawą -
przestrzeń powietrzna nad Warszawą zamknięta, głucho oznajmił pan w informacji,
po przebukowaniu biletów (Grzegorz jak lew wywalczył nam miejscówki) szansę na lot jeszcze dawał nam Kraków, ale i on wziął się i zamknął z tych samych powodów co wcześniej Stolica..
o raaany ..co robić?.. tak blisko już, tak prawie i ..choć chciało by się natychmiast, pogodzić się trzeba z faktem, że dłuuuugo później niż zaraz zobaczyć się będzie można..
nic. dzwonić zaczęliśmy do bliskich, że nieplanowo a jakoś jeszcze nie wiadomo jak - może pociąg, może autobus - próbować będziemy dostać się do Kraju.
i wtedy...:)
jak nadzieja co zgasnąć nie zdążyła do końca - rozpromieniła radosnym "Słuchajcie!!!" Basia.
.."znajomy mojego brata, co busami ludków po Europie wodzi tu i tam, jest właśnie we Wiedniu i busem takim wraca do Kraju na pusto :)!!!!!!!!"
:)co za traf szczęśliwy!
jeszcze tylko bagaże.. nadane w końcu transferem do W-wy trzeba było odwołać..
kolejka do punku info w tej sprawie długa niewyobrażalnie - samych lotów do Kraju ze cztery odwołanych było...
a tu dzwoni znajomy i melduje, że za 20 min będzie pod lotniskiem..
no nic - czekamy..
i wtedy zakrzyknął Bartek "ha!?? nasze bagaże!!!!":)))
kto by uwierzył..? otoż nasze bagaże, czujnym okiem Bartka dostrzeżone, jechały sobie (bez odwołania) ułożone jednen za drugim równiutko po pasie transmisyjnym lotniskowego podajnika ..
złapaliśmy je szybko i siedząc juz w busie przybiliśmy piatki na tak magiczny obrót sprawy tego naszego szczęśliwego powrotu.

Basia od szęśliwych powrotów:

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz